czwartek, 24 grudnia 2015

OneShot. Maybe I'll get drunk, again. cz.1


     Raz po raz ostrze żyletki wbijało się w moje udo. Patrzyłam na ciemnoczerwoną krew. Było mi cholernie ciężko. Zostawił mnie. Powiedział, że nigdy mnie nie opuści. Obiecywał, że wyzdrowieje. Nie miałam już siły na nic. Obraz powoli mi się zamazywał przez łzy. Krzyczałam. Chciałam, żeby ten koszmar się już skończył. Chciałam umrzeć. 

Obudziły mnie promienie słoneczne. Jęknęłam. Spróbowałam sięgnąć po poduszkę, ale nie mogłam się poruszyć. Nawet zwykłe otworzenie oczu było torturą. Były całe opuchnięte od płaczu. Przypomniałam sobie o wczorajszych wydarzeniach i mimowolnie znów zaczęłam płakać.
   – Mój jedyny brat umarł. Zostawił mnie. Nie mam już nikogo. – szeptałam. – Dlaczego musiałeś zabrać akurat jego?! Mojego kochanego braciszka... mojego braciszka! Nienawidzę cię! Rozumiesz?! – wydarłam się w stronę sufitu. Energicznie podniosłam rękę i przetarłam oczy. Cała się trzęsłam. Nie z zimna, z wszechogarniającego mnie bólu. Powoli podniosłam się. Bolało mnie wszystko. Spuściłam nogi z łóżka i się rozejałam. Bez niego wszystko wydawało się takie nijakie i szare. Nawet zwykły pokój wydawał się więzieniem. Spojrzałam na zakrwawioną pościel i swoje nogi. Wszędzie były zaschnięte rany po cięciu. Delikatnie dotknęłam jednej z nich. Skrzywiłam się pod wpływem bólu. Miałam ochotę powtórzyć to, ale obiecałam Marco, że nie będę tego robić. Westchnęłam i wstałam. Zatoczyłam się i upadłam na kolana. Uderzyłam pięścią o podłogę. Dlaczego to wszystko musi być takie trudne? Powoli podniosłam się. Nogi miałam jak z waty.


Usiadłam na zardzewiałej ławce w lesie. Znalazłam ją lata temu. Miałam stąd doskonały widok na miasto. Lubiłam tu przychodzić, czułam się tutaj taka wolna i niezależna. Sięgnęłam ręką do kieszeni kurtki i wyciągnęłam białą paczkę. Rozpakowałam ją i wzięłam papierosa. Włożyłam go do ust i podpaliłam. Zamknęłam oczy wciągając dym do płuc. Powtórzyłam to kilkakrotnie, gdy za sobą usłyszałam szmery. Odwróciłam się. Zbliżał się do mnie brunet. Ubrany był na czarno. Skórzana kurtka i trampki. Mimo, że nie było słońca na jego nosie były okulary przeciwsłoneczne. Nie spodziewałam się tutaj nikogo. To raczej niezbyt popularne miejsce.
    – Kim jesteś? – odezwałam się pierwsza, widząc zdziwioną minę chłopaka.
    – Powinienem zapytać o to samo. – warknął – To moja miejscówka.
    – Chyba kpisz.. – burknęłam mierząc go wzrokiem. Na jego twarzy zauważyłam lekki uśmiech. Był rozbawiony. – Z czego się śmiejesz?
Nie odpowiedział. Małomówny i tajemniczy. Miał w sobie coś dziwnego. Coś takiego, co nie mogłam rozszyfrować. Fascynował mnie. Podszedł bliżej i usiadł koło mnie. Zdziwiona patrzyłam na niego. Najpierw na mnie warczy, a teraz tak po prostu siedzi ze mną? Ja jestem nienormalna, czy on? Nie wiedziałam jak się zachować. Powiedzieć coś jeszcze, czy siedzieć cicho. Zdecydowałam się na to drugie. Odwróciłam wzrok na panoramę miasta. Westchnęłam i włożyłam z powrotem, prawie wypalonego papierosa do ust. Między nami panowała przerażająca cisza. Słychać było tylko nasze oddechy i niekiedy przejeżdżający samochód. Skończyłam palić, po czym wstałam i nie żegnając się, odeszłam.


Wieczorem poszłam do clubu. Miałam ochotę się upić. Gdy tylko przekroczyłam próg moje myśli zostały ogłuszone przez głośną muzykę. Dudniło mi w uszach, ale nie zawróciłam. Usiadłam na stołku przy barze i zamówiłam jakiegoś kolorowego drinka. Podparłam głowę na ręce i spojrzałam na parkiet. Nie mogłam przestać myśleć o tym chłopaku. Od kiedy odeszłam od niego, ciągle zaprząta moje myśli. Zastanawiałam się kto to jest. Jak ma na imię. Wydawał się być podobny do mnie, chociaż to niemożliwe, nie znam go. Sięgnęłam po drinka. Upiłam trochę i oblizałam wargi.
    – Poproszę tego drinka, co ta pani. – Nie możliwe. To nie może być on. Ale ten głos... taki podobny. Gwałtownie odwróciłam stołek, ale zderzyłam się z czyjąś klatką piersiową. Otworzyłam oczy i spojrzałam do góry. On. To był ten brunet. Ten o którym jeszcze niedawno tak intensywnie myślałam. Uśmiechał się kpiąco. Nie miał już okularów. Jego oczy miały ładny odzień gorzkiej czekolady.
    – No proszę, znowu ty? – zaśmiał się. Kilka loczków spadło mu na oczy. Nadal zdezorientowana spojrzałam za niego. Kilka siedzeń dalej siedział jakiś facet. To nie był Marco. Miał taki podobny głos...
Westchnęłam i wypiłam swojego drinka do końca. Brunet znów usiadł koło mnie i zamówił whiskey.
    – Śledzisz mnie? – Spojrzałam na niego podejrzliwie. Uśmiechnął się pod nosem i wziął łyka alkoholu. Odwrócił się do mnie tak, że teraz siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Wyciągną do mnie rękę.
    – Jestem Ruggero i nie, nie śledzę cię. – uśmiechnął się półgębkiem. Złożyłam ręce i nic nie powiedziałam. Chłopak podniósł do góry jedną brew i zabrał rękę.  – A ty?
    – Po co ci moje imię? – spytałam majstrując przy kolczyku w nosie.
    – Jestem ciekaw, księżniczko. – Wstałam i spojrzałam mu w oczy.
    – Candelaria. –  szepnęłam, po czym kolejny raz odeszłam.

_________________________

Witajcie kochani.
Długo nas tu nie było...
Em, tak.
Standardowo dziękuję wam za przeczytanie. Mam nadzieję, że pierwsza część wam się spodobała.

Razem z Jasmine życzymy Wam wesołych i magicznych Świąt, bogatego gwiazdora, abyście spełnili swoje marzenia i spędzili je w rodzinnym gronie.

Całusy,
Lynch i Theo

PS. Jeżeli chcecie przeczytać więcej opowiadań mojego autorstwa zapraszam na twowildhearts.blogspot.com.

1 komentarz:

  1. Super <3 Oł najs najs najs, nie mogę doczekać się next'a
    Co tu dużo mówić :) Piękny no, uwielbiam twój styl pisania. Piszesz tak...z dystansem, to mi się podoba.
    Boże, pewnie nawet nie wiesz o co mi chodzi, no nic :D wszystko Ci wytłumaczę...może...kiedyś.
    A no i chamska reklama- zapraszam na moje blogi.

    Do next'a laski <3
    ~Red

    OdpowiedzUsuń