Szczególna dedykacja dla Stephie Blanco i Ashley Red ^^ ;*
''Byłeś tym pierwszym, który mógłby mnie zranić i bezbłędnie to wykorzystałeś''
- C-co ?
- Pytałem czy jest tam coś ciekawego - Powtórzył. Już chciał wziąć pisemko, gdy powiedziałam :
- Nie ! Znaczy nie ma tam nic ciekawego, warte twojej uwagi - spojrzał na mnie dziwnie, ale odpuścił. No nieźle Violetta. W co ty się wpakowałaś...
Josh musiał zadzwonić po taksówkę, ponieważ już po kilku minutach stanął przede mną czarny samochód. Z pojazdu wyszedł mężczyzna po czterdziestce. Kierowca podszedł do nas i odebrał walizki, po czym wsadził je do bagażnika. Usiedliśmy na siedzeniach, a Josh powiedział gdzie jechać.
- Na Lascano 73.
- Tam jest nasz nowy dom ? - zapytałam podekscytowana.
- Nie, jedziemy do moich rodziców.
*Camila Torres, BA, Rano*
Zbudziłam się. Poczułam się inaczej. Nigdy czegoś takiego nie czułam. To było dziwne uczucie. Poczułam wszechogarniający mnie niepokój. Niepokój, którego jeszcze nigdy nie doświadczyłam. Coś kazało mi zejść na dół, mimo tego nie ruszałam się z miejsca. Głosy coraz bardziej się nasilały. W końcu miałam dość, uległam. Wstałam i wyszłam z pokoju. Moje nogi jakby same mnie prowadziły. Czułam się jak w transie. Jakby ktoś panował nad moim ciałem, a ja nie mogłam nic zrobić. Szepty nie ustały. Nasilały się z każdą sekundą. Zeszłam po schodach. Stanęłam w korytarzu i czekałam... Nagle usłyszałam ciche pukanie. Nie powiem, lekko się przestraszyłam. Mimo, że bałam się podejść, moje nogi same pokierowały się w stronę drzwi. Niepewnie nacisnęłam klamkę i przyciągnęłam drewno do siebie. Wyjrzałam, ale nie zobaczyłam kompletnie nic. Ciemność. No tak... noc. Kiedy już miałam zamknąć drzwi pojawił się błysk. Moim oczom ukazała się Violetta... Ale wyglądała inaczej... Oczy miała całe w łzach... Ohh, nie była sama... Za nią stał brunet. Wyglądał znajomo. Jakbym go znała... ale nie wiem skąd. Jego blizna była mi bardzo znajoma... Nie myślałam wiele, ponieważ zauważyłam jak podnosi rękę i przykłada do czoła Castillo. Zrobiłam wielkie oczy i zakryłam usta dłonią. On... on miał pistolet ! Celował prosto w skroń. Byłam przerażona.
- Pożegnaj się ze swoją przyjaciółeczką Rudzielcu... - szepnął uśmiechając się cwaniacko. Chciałam krzyczeć, odepchnąć go, zrobić coś, ale nie mogłam... Nic nie mogłam zrobić. Ciało kompletnie odmówiło mi posłuszeństwa. I wtedy nacisnął spust...
Obudziłam się zlana potem. Co za realistyczny sen. Nigdy takiego nie miałam. A ten typek... skąd go kojarzę ? Te słowa... Pożegnaj się ze swoją przyjaciółeczką Rudzielcu... Rudzielcu... Rudzielcu... Dlaczego nie mogę sobie przypomnieć ?! Dlaczego Rudzielec jest dla mnie taki znajomy... ? Potrząsnęłam głową, jak gdyby chciałam tym gestem odrzucić natrętne myśli. Koniec. Za oknem dopiero świtało. Spojrzałam na zegarek po mojej lewej stronie. 4:37. Raczej już nie zasnę. Włączyłam muzykę i lekko ją ściszyłam. Wyciągnęłam ręce ku górze i ziewnęłam. Złapałam kawałek kołdry i odrzuciłam ją na bok. Następnie wstałam i podeszłam do szafy. Wzięłam pierwsze lepsze ubrania i dodatki. Zanuciłam pod nosem tekst piosenki lecącej akurat w radiu. Powoli weszłam do łazienki. Umyłam się i ubrałam boyfriendy, szarą koszulkę, czarny sweterek i białe conversy. Podkręciłam włosy, wytuszowałam rzęsy i musnęłam usta brzoskwiniowym błyszczykiem. Gotowa uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. Weszłam ostatni raz do pokoju. Założyłam na szyję dwa naszyjniki, a na głowę czarny kapelusz. Z wieszaka wzięłam małą torebeczkę i wyszłam. Po cichu, żeby nie obudzić Ines zeszłam po schodach. W kuchni sięgnęłam tylko po jabłko i udałam się w stronę plaży. Uliczki, którymi szłam były jeszcze puste. Nic się nie działo. Wszyscy jeszcze spali. Raz po raz wgryzałam się w owoc. Po chwili poczułam jak moje stopy zanurzają się w piasku. Ściągnęłam trampki i syknęłam. Ziemia była jeszcze zimna. Po chwili przyzwyczaiłam się do dziwnego uczucia i poszłam dalej. Na plaży też nikogo nie było. Wysokie fale odbijały się o brzeg. Uśmiechnęłam się lekko i usiadłam koło małego lasku. Utkwiłam wzrok na oceanie. Wschód słońca i woda mnie uspokajały. Oddychałam powoli i głęboko. O niczym nie myślałam. Byłam w tej chwili tylko ja i piękny widok... Zamknęłam na chwilę oczy i wsłuchałam się w śpiew ptaków. W końcu poczułam się szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa. Od wyjazdu Violetty czułam tylko smutek, teraz w końcu czuję radość. I chcę, żeby już tak zostało...
Wyciągnęłam telefon z torebki i spojrzałam na godzinę. 05:22. Chwilę bawiłam się komórką, gdy naszedł mnie dziwny pomysł. Wybrałam numer i zieloną słuchawkę. Kilka sygnałów później odebrała dziewczyna z zachrypniętym głosem.
- Violetta ? - szepnęłam niepewnie.
- Camila ?
- Oddawaj ten telefon ! - usłyszałam krzyki w tle rozmowy. Zdziwiłam się. - Coś ty za jedna ?! - Tym razem facet krzyknął już do słuchawki. Skrzywiłam się.
- A ty ? - zapytałam nadzwyczaj spokojnie.
- Spytałem pierwszy ! - Poczułam dziwne uczucie w sercu, jakbym znała już ten głos...
- A co cię to interesuje ?! Daj do telefonu Violettę ! - zdenerwowałam się.
- Nie masz prawa z nią rozmawiać !
- A właśnie, że mam ! Coś ty za jeden, żebyś mi mówił o moich prawach, co ?!
- Zamknij japę suko !
- Słucham ? Kogo ty nazywasz suką ? Siebie ? - Zaśmiałam się. Mężczyznę zdenerwowało to bardziej.
- Nie zawracaj nam więcej głowy wariatko ! Masz nie dzwonić, nie pisa...
- Słuchaj skurczybyku, to jest moje życie i będę z nim robić co zechcę. A ty ! Nie będziesz się wtrącać, a teraz łaskawie oddaj telefon Violettcie bo chcę z nią pogadać !
- I co myślisz, że po takim wykładzie dam ci ją ? Kpisz sobie ?!
- Wiesz co ? Mam dość... Viola jeśli mnie słyszysz to chcę ci powiedzieć, że jest mi bardzo przykro że urwałaś ze mną kontakt, ale jeżeli będziesz czegoś potrzebować wiesz gdzie mnie szukać... A co do ciebie ! Nie będę rozmawiała z takim idiotą. Żegnam !
- Ja jeszcze nie skoń... - nie usłyszałam dalszych słów, ponieważ się rozłączyłam.
Schowałam telefon i cała roztrzęsiona spojrzałam przed siebie. Nagle cały świat stracił swój urok. Miałam ochotę się popłakać, ale jednak powstrzymywałam się mrugając co chwilę. W końcu nie wytrzymałam, rozpłakałam się. Przez łzy widziałam już tylko same zarysy. Plaża powoli zaczęła się zapełniać. A ja ryczałam jak głupia. To wszystko mnie już przerosło. Pierwszy raz tak płakałam od śmierci rodziców. Właśnie wtedy się zmieniłam... na gorsze...
Miałam z czternaście lat, jeśli dobrze pamiętam... Siedziałam na ławce w moim ulubionym miejscu i oglądałam zachód słońca. Dosłownie kilka kroków od ławki była przepaść. A na dole ocean... Tego dnia Carlos miał osiemnaste urodziny. Mama z tatą byli w tym czasie za granicą, ale obiecali przyjechać na przyjęcie. Siedziałam i martwiłam się. Moja rodzicielka powiedziała, że kupili lot na godzinę 4:00 rano, a na zegarku widniała już godzina 18:48. Mój brat miał zadzwonić jak tylko będą. Niestety nikt do mnie nie telefonował, a siedziałam już tu parę ładnych godzin. Pomyślałam, że może lot opóźnił się kilka godzin i odgoniłam od siebie natrętne myśli. Jednak chwile potem wróciły ze zdwojoną siłą. Byłam coraz bardziej niespokojna. Po jakiś 5 minutach usłyszałam skoczną melodyjkę. Nie patrząc kto dzwoni, odebrałam.
- Cam ? Przyjedź szybko do domu to bardzo ważne ! - Usłyszałam Carlosa, a telefon wydał z siebie cichy pisk kończący połączenie. Zdziwiona schowałam komórkę do kieszeni i pobiegłam w stronę domu. Biegłam szybko, dlatego już po chwili stałam przed drzwiami. Nacisnęłam lekko klamkę i popchnęłam przed siebie. W salonie przed telewizorem stał oniemiały Carl.
- Ej, co jest Bro ? - zapytałam, lekko potrząsając jego ramieniem. Chłopak nie odpowiedział mi, cały czas wpatrywał się w ekran. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na telewizor.
- Samolot nr 6 lecący do Buenos Aires, miał wypadek. - Otworzyłam buzię z przerażenia. - Na pokładzie leciało około 48 osób, z których nikt nie przeżył. Samolot z niewyjaśnionych przyczyn wybuchł w środku drogi. Podejrzewa się zamach terrorystyczny... - Nie słuchałam już dalej. Upadłam na kolana i zakryłam twarz dłońmi. Nie mogłam dopuści myśli, że moi rodzice zginęli. Wciąż miałam nadzieję, że to tylko głupi żart... Poczułam na ramieniu dłoń brata, a następnie jak jego silne ramiona mnie przytulają. Rozpłakałam się. Nawet nie wiesz jak ja się wtedy poczułam... Czułam pustkę... Wtuliłam się w Carlosa i chyba zasnęłam. Obudziłam się już w swoim pokoju i nagle przypomniałam sobie o wszystkim... Znowu się popłakałam i zakryłam szczelnie kołdrą. Carl powiedział mi, że jeszcze tego samego dnia zatelefonował do internatu Ines powiadomić ją o wszystkim. Przez długi czas po tym wydarzeniu nic nie jadłam. Praktycznie nie wychodziłam z pokoju. Jakiś tydzień później, Carl wyważył drzwi w moim pokoju i dał mi śniadanie. Nawet nie miałam siły się sprzeczać. Wszystko posłusznie zjadłam. Po posiłku zaprowadził mnie do łazienki i kazał się ogarnąć. Jak potulna owieczka zdjęłam śmierdzącą piżamę i wrzuciłam ją do kosza na pranie. Weszłam pod prysznic i odkręciłam letnią wodę. Poczułam chwilowe ukojenie. Umyłam włosy i ciało, po czym całą pianę spłukałam. Wytarłam się ręcznikiem i wyszłam z kabiny. Stanęłam nago przed dużym lustrem i spojrzałam na swoje wychudzone ciało. Wyglądałam prawie jak anorektyczka. Wystające kości, blada skóra... Na mojej twarzy malowała się rozpacz... Nie mogłam dłużej na siebie patrzeć. Owinęłam się ręcznikiem i podeszłam do umywalki umyć zęby. Później Carlos zapukał i powiedział, że przyniósł mi ubrania. Od kluczyłam drzwi i zabrałam od niego rzeczy. Potem usłyszałam już tylko kroki na schodach i cisza. W łazience szybko ubrałam bieliznę i dresy z popielatym T-shirt'em. Włosy związałam w wysokiego kuca; Przeszłam przez korytarz do swojego pokoju. Odsłoniłam rolety, ale szybko zmrużyłam oczy nagłą jasnością. Po chwili się przyzwyczaiłam i wyjęłam z szafy conversy. Ubrałam je na bose stopy i po chwili byłam już na dole. Carlos siedział na kanapie zapatrzony w jakąś nędzną telenowelę. Dałabym wtedy głowę, że w ogóle jej nie oglądał, tylko o czymś rozmyślał. Byłam pewna, że jemu też jest ciężko po stracie rodziców, ale ze względu na mnie nie pokazywał tego. Nic mu nie mówiąc wyszłam z domu. Poszłam w moje tajemnicze miejsce. Usiadłam na ławce i bezmyślnie wpatrzyłam się w dal. Rok później było już trochę lepiej, lecz dalej nie mogłam się z tym pogodzić. Całymi dniami siedziałam w domu, a jeżeli szłam do szkoły, odsuwałam się od wszystkich i siedziałam sama w bibliotece czytając. W rocznicę śmierci mamy i taty, znów usiadłam na ławce. Ale tym razem poczułam chęć zostawienia tego świata. Chciałam umrzeć... Podeszłam do przepaści i chwilę patrzyłam się przed siebie. Rozmyślałam czy będę potrzebna na tym świecie, czy może lepiej będzie odejść. W końcu zamknęłam oczy i rozłożyłam ręce jak Kate w Titanicu. Lekko przechyliłam się do przodu. Gdy już prawie spadłam, poczułam silną rękę łapiącą mnie za nadgarstek. W pierwszej chwili myślałam, że to Carlos, ale poczułam inny zapach. Otworzyłam oczy i spojrzałam na osobę, która przeszkodziła mi w śmierci. Był to brunet z kilkudniowym zarostem na twarzy. Przystojny. Zagryzłam lekko dolną wargę. Wyglądał na przerażonego.
- Czy ty chciałaś skoczyć ?! - krzyknął potrząsając delikatnie moimi ramionami. Uśmiechnęłam się lekko i przytaknęłam. - Zwariowałaś ?? Dlaczego chciałaś odejść ?! - Przyłożyłam dłoń do jego ust, uciszając go.
- Słyszysz ten szum fal ? - Szepnęłam rozmarzona - Ciekawe jak to by było umrzeć wśród tej melodii...
- Ona zwariowała... ona naprawdę zwariowała... - Mówił do siebie przerażony. Wyrwałam się z jego uścisku i poszłam w stronę domu - Gdzie ty idziesz ?
- Przed siebie... - Uśmiechnęłam się szelmowsko w jego stronę. Nie czekając na odpowiedź ponownie poszłam do mieszkania. Nie zatrzymywał mnie już. I bardzo dobrze, chciałam pobyć sama. Jakiś miesiąc później znów wróciłam na ławkę. Spokojnie, jakbym nic nie zamierzała rozsiadłam się wygodnie. Dziś są moje urodziny. Szesnaste urodziny... Nieśpiesznie wyciągnęłam z kieszeni kurtki żyletkę. Podciągnęłam rękaw lewej ręki i przyłożyłam do skóry nóż. Przez chwilę miałam wątpliwości, ale szybko zniknęły. Powoli wbiłam narzędzie w moją gładką skórę. Poczułam ogromny ból, który chwilę później został zastąpiony przez ukojenie. Po tylu miesiącach cierpienia w końcu poczułam, że wszystkie problemy zniknęły. Patrzyłam na wydostającą się z rany ciemnoczerwoną krew. Uśmiechnęłam się delikatnie. Jednak po chwili uzależniające uczucie minęło. Poczułam niedosyt, zaczęłam robić kolejne pociągnięcia żyletką. Czułam się coraz słabiej. Straciłam już sporo krwi. Zamknęłam na chwilę oczy. Poczułam jak ktoś wyrywa mi nóż z ręki. Otworzyłam oczy i się uśmiechnęłam.
- Kolejny raz mi przeszkodziłeś - Powiedziałam do bruneta.
- Chyba chciałaś powiedzieć 'kolejny raz cię uratowałem' - Odpowiedział ściągając koszulkę.
- Co ty robisz ? - Zapytałam zaskoczona. Chłopak nic nie mówiąc zatamował mi krwawienie...
Był grudzień kiedy znów to zrobiłam. Tym razem sięgnęłam po bezbolesną śmierć. Nie wiem czemu, ale chciałam zrobić to tam. W moim miejscu. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, ubrałam się ciepło i wyszłam z domu. Po kilku minutach drogi dotarłam w końcu do celu. Usiadłam na ławce po turecku. Wyciągnęłam z torebki paczkę lekarstw i butelkę wody. Rozejrzałam się dookoła, jakby kogoś szukając. Jednak nie było nikogo. Nikt tu nie przychodził, oprócz mnie. Otworzyłam buteleczkę i wysypałam kilka tabletek na dłoń. Przyjrzałam się im. Nie były jakieś szczególnie ciekawe. Usłyszałam za sobą kroki, a raczej bieg. Nie odwracałam się. Szybko wrzuciłam tabletki do gardła i popiłam wodą. Spojrzałam na chłopaka i uśmiechnęłam się słabo.
- Tym razem nie udało ci się mnie uratować - wyszeptałam.
- To jeszcze nie koniec...- odpowiedział, a ja zasłabłam. Dwa dni później obudziłam się w szpitalu. Leżałam na łóżku w białym pomieszczeniu, podpięta do setek kabli. Chciałam je wszystkie zerwać i uciec stąd jak najdalej.
- Nie radzę - Usłyszałam. Spojrzałam zdziwiona w kąt pokoju.
- No proszę. Kogo my tu mamy ? Pan Bohater ? - Zaśmiałam się. Brunet nadal siedział na krześle z poważnym wyrazem twarzy.
- Dlaczego chciałaś odejść ?
- To już chyba nie twoja sprawa - Uśmiech znikł z mojej twarzy - Co się ze mną stało ? -
- Zemdlałaś. Przyniosłem cię tu, a lekarze przepłukali ci żołądek - Jakby czytając w moich myślach dokończył zdanie - Dwa dni... Leżysz tu dwa dni.
- Camila - Podałam mu swoją rękę, uśmiechając się ciepło. Niepewnie oddał gest. - Nie bój się. Nie zjem cię - Zaśmiałam się.
- Federico
- A więc Federico... Dlaczego wciąż mi przerywasz ? - Spojrzałam na niego z iskierkami w oczach.
- Bo nie chcę, żebyś umarła... - W jego oczach zobaczyłam smutek. Zmarszczyłam brwi.
- Dlaczego ?
- Byłem wtedy mały. Moja mama też chciała się zabić. Robiła to samo co ty, ale zawsze zatrzymywał ją fakt, że ma kochającą rodzinę. Pewnego dnia, bawiliśmy się razem, a ona powiedziała, że za chwilę wróci. Pytałem gdzie idzie. Ale ona tylko powtarzała, że idzie do lepszego świata. Byłem mały, nie rozumiałem tego. Prosiłem, by mnie zabrała ze sobą, ale ona kiwała głową i mówiła, że to jeszcze nie mój czas. Ojciec był jak zwykle w pracy, a mój brat w szkole. Idealny moment śmierci. Nieprawdaż ? Poszła do łazienki. Po chwili usłyszałem trzask i ciszę. Pobiegłem tam i zauważyłem mamę leżącą na podłodze z opakowaniem po tabletkach. Myślałem, że ona po prostu zasnęła. Ale gdy przyjechał ojciec, ona nadal nie budziła się. Powiedziałem mu, że mamusia zasnęła w łazience. Jeszcze nigdy nie widziałem żeby tak szybko biegł. Krzyknął do Maxi'ego, żeby natychmiast dzwonił na pogotowie. Ale było już za późno. Ona umarła... z mojej winy...
Byłam zszokowana. On obwiniał za to wszystko siebie ! Przecież to nie jego wina. Był mały...
- Jakieś dwa lata temu straciłam rodziców w wypadku samolotowym - Skrzywiłam się. Jeszcze nikomu o tym nie mówiłam. - Cierpiałam. Myślałam, że jak umrę będzie lepiej...
Od tego czasu zaprzyjaźniłam się z Federico. Był dla mnie jak brat. Wzajemnie się wspieraliśmy. Przedstawił mi swoich przyjaciół i brata. Maxi'ego, Violettę, Leona i Marka. Tworzyliśmy zgraną paczkę, ale potem wszystko zaczęło się psuć. Mark wyjechał do Madrytu, bo jego ojciec znalazł tam dobrą pracę. A Federico... Pojechał do cioci w Londynie. Chciał zrobić tam karierę muzyczną. Została tylko nasza czwórka. Miałam prawie osiemnaście lat kiedy zaczęłam palić i pić. Często chodziłam na imprezy i ćpałam. Puszczałam się... Pewnego dnia wyszłam z clubu wcześniej. Spokojnie, lekko wstawiona szłam przez ulicę. Nagle poczułam mocne szarpnięcie. Wystraszyłam się. Jakiś mężczyzna zaciągną mnie w krzaki. Rzucił na ziemię i zaczął mnie rozbierać. Krzyczałam najgłośniej jak umiałam. Wiedziałam co mnie czeka, a nic nie mogłam zrobić.
- Jeżeli się nie uciszysz, zrobię ci krzywdę Rudzielcu... - Szepnął, a przed moimi oczami zabłysnął nóż. Przez chwilę się szarpałam, ale kiedy zrobił mi rozcięcie na ręce, uciszyłam się. Rozebrał mnie do końca. Leżałam przed nim naga. Nic nie mogłam zrobić. Tak cholernie się bałam. Wiedziałam, że Fede mi już nie pomoże... Światło księżyca oświetliło jego twarz. Nie było dokładnie widać zarysów, ale wiedziałam, że to Josh, brat Leona. No tak... Rudzielec... Tylko on mnie tak nazywał. Zaczęłam płakać, kiedy odpinał rozporek w spodniach. Kiedy się rozebrał i położył na mnie, upuścił nóż. Wszedł we mnie i nie zważając na mój ból, zgwałcił mnie. Kiedy już prawie dochodził, szybko sięgnęłam po ostre narzędzie i jednym machnięciem rozcięłam mu policzek. Skulił się i syknął. Wykorzystałam okazję i uderzyłam go w krocze. Chyba zemdlał z bólu. Pośpiesznie ubrałam na siebie sukienkę i pobiegłam. Nie chciałam wracać do domu. Cała roztrzęsiona pobiegłam do domu Ponte. Pobiegłam na tyły ogrodu. Wszystko mnie bolało mimo tego wspięłam się na drzewo i zapukałam do okna Maxi'ego. Otworzył mi zaskoczony. Ja nic nie mówiąc przytuliłam się do niego i poryczałam jak dziecko. Następnego dnia obudziłam się wtulona w chłopaka na jego łóżku. Przerażona odsunęłam się od niego i znów popłakałam. Zszokowany chciał mnie przytulić, ale ja się wystraszyłam i uciekłam do kąta. Po kilku dniach, kiedy się mną zajmował i dbał o mnie, powiedziałam mu że zostałam zgwałcona. Był przerażony pytał czy wiem, kto to był. Ale ja nic więcej mu nie powiedziałam. Nikomu nie powiedziałam, nawet Violettcie czy Leonowi. Znów zamknęłam się w sobie. Nie wychodziłam z pokoju, nie jadłam. Popadłam w depresję. Nikt nie mógł mi pomóc. Kiedy po pół roku poradziłam sobie z tym wszystkim, Castillo wyjechała... Tym razem chłopacy nie dali mi popaść w otchłań. Zajmowali się mną i mówili, że będzie dobrze. I radziłam sobie do dziś. Dziś znów się popłakałam... Tak jak kiedyś...
♣ ♡ ♣
Heii !
Co tam u was słychać ? ^^
U nas jakoś leci ;*
Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział :D
Nie usnęliście na końcówce prawda ? ;(
Chciałam wam trochę przybliżyć historię Cam...
No cóż... Napiszcie w komentarzach jak tam w szkole i do której klasy teraz poszliście ! :D
Zapraszamy was do zakładek o nas i zapytaj bohatera ! :D
Zapraszamy was do zakładek o nas i zapytaj bohatera ! :D
Serdeczne pozdrowienia...
Jasmine & Nicole

O Boniu, biedna Cam...
OdpowiedzUsuń#joshtodupek #dorwegnojaiwyrwemujaja
^^
Czekam na nexta!
Ja czekam na rozdział u ciebie ! ;*
UsuńOoooo!!
OdpowiedzUsuńJest rozdział!!
:O Biedna Camila :< jak on mógł jej to zrobić! Jak to ujęła Vivaa #dorwegnojaiwyrwemujajaporazdrugi
Czekam na next!!
Mam złe przeczucia. Myślę, że Josh wie, że Violetta się dowiedziała o jego prawdziwej tożsamości (o ile dobrze to ujęłam) i boję się, że coś jej zrobi :< boję się tak soł macz.
U mnie dobrze, jestem teraz w trzeciej klasie gimnazjum i sobie radzę :) jak na razie choroba nie daje mi w kość. Ostro pracuję w galerii, aby przygotować się do egzaminów. MAM DOŚĆ SZKOŁY, a to dopiero pierwszy tydzień :D Do których klas teraz poszłyście?? Ej ogarnijcie, że pani nas rozsadziła :( i już nie siedzę z przyjaciółką.
Końcówka...trochę już ziewałam...Żart. Była genialna.
To do nexta pyśki :*
Ashley♥
Dziękujemy 💋jeszcze nie koniec agresywnych zachowań Josha ^^ zobaczysz co będzie w rodziale 5 ⚠ My siedzimy razem, jesteśmy w 2 gim ;33
OdpowiedzUsuńEj no, Jasmine boje się o Violę!! :< A jak tam Tygrysek? Nie ważne jak się nazywa. Pozostanie moim Tygryskiem :3 Jak Tygrysek? Na co ona w ogóle jest chora?
UsuńU mnie nowy rozdział!
Tylko wróć :<
UsuńJestem chora na mózg :33
UsuńZawsze wracam Ashley :)
UsuńAle po jakim czasie, skarbie :) Nie pospieszam... :D Wierzę Ci :D Odpowiedzcie mi na pytanie do Josha :*
UsuńZaprasza do mnie na 4 rozdział! W tym tygodniu już nic innego nie dodam!
UsuńNa moim blogu coś złego >.< ale to lepsze zło :)
UsuńNicole, czekam na maila :*
OdpowiedzUsuńJasmine Theo, zostałaś nominowana do LBA na moim blogu resnaye.blogspot.com
OdpowiedzUsuńAshley !♥ Jest mi bardzo miło. LBA pojawi się prawdopodobnie w piątek.
Usuń