niedziela, 8 marca 2015

2. Jak ty właściwie masz na imię ?

Otworzyłam drzwi wejściowe i weszłam do domu. Chciałam ściągnąć conversy, ale zatrzymała mnie Ana.
- Poczekaj - przerwała mi - nie ściągaj butów, wychodzimy - Uśmiechnęła się do mnie.
- Dobra, tylko pójdę po torebkę i się przebiorę - odpowiedziałam. Podeszłam do schodów i gdy byłam już w połowie moja bratowa , krzyknęła do mnie.
- Zawołaj też Ines !
  Gdy w końcu wspięłam się na górę podeszłam do pokoju siostry i zapukałam. Usłyszałam "proszę", więc weszłam. Dziewczyna leżała na łóżku z laptopem. Zauważyłam, że montuje swój nowy filmik. Tak jak prosiła mnie Martinez powiedziałam blondynce, że wychodzimy. Pokiwała głową i zamknęła urządzenie. Podeszła do szafy i wyjęła z niej zwykłą, trochę już zniszczoną przez czas, torebkę na ramię. Ostatni raz zerknęłam na nią i poszłam do swojego pokoju. Podeszłam do białej komody. Wyjęłam z niej małą, czarną torebeczkę ze złotym paskiem. Następnie przebrałam się w ; Weszłam jeszcze raz do swojej siostry i zeszłyśmy razem na dół. Ana czekała już na nas ubrana w piękną, białą sukienkę w niebieskie kwiatuszki. Do tego ubrała skromne, błękitne baleriny. Natomiast Ines miała na sobie podarte dżinsy i biały T-shirt ze śmiesznym napisem. Powiedzieliśmy chłopakom, że już idziemy; Na zewnątrz przestało już padać i wyszło słońce. Po chwili na niebie zawitała podwójna tęcza. Chodnik, którym szliśmy był już całkowicie suchy. Zniknęły wszelkie oznaki tego, że padało. Znów powrócił upał. Ludzie przechodzili obok nas z uśmiechem, a niektórzy z niezadowolonym wyrazem twarzy, co pewnie zostało spowodowane tym gorącem. My szłyśmy śmiejąc się z dowcipów Ines.
- Wiecie, chciałabym pofarbować włosy na kolorowo - powiedziała niepewnie. Razem z Aną stanęłyśmy dęba. Pofarbować się ? Na kolorowo ?
- To genialny pomysł ! - krzyknęłam - Ja pofarbuję sobie końcówki na jakiś ładny kolor.
- Dziewczyny... Jesteście pewne co do tego ? - Obie pokiwałyśmy głową. An zmrużyła oczy i chwilę się nam przejrzała - No to idziemy do fryzjera !
*Violetta Castillo. Rzym, godzina 12:09*
    Przeglądając czasopismo skończyłam pić kawę. Nagle usłyszałam szczęk otwierających się drzwi wejściowych. Wyszłam na korytarz, a w drzwiach ujrzałam złego Josh'a. Zaskoczyło mnie to. Tak szybko wrócił z pracy ?
- Coś się stało ? - spytałam łagodnie podchodząc do niego.
- Nie ! - odburknął i poszedł do kuchni - gdzie jest obiad do cholery ?!
- Proszę - uśmiechnęłam się do niego i położyłam mu przed nosem talerz zupy.
- Co to ma być ?! Nie będę jadł żadnych szczochów ! - Krzyknął na mnie i rozbił talerz o ziemię. Przestraszona zrobiłam wielkie oczy. - Ty głupia, durnowata dziwko ! Jeszcze raz zrobisz mi takie gówno do jedzenia to cię zabiję !
Wstał i uderzył mnie w policzek. Zapiekło. Popchnął mnie tak, że wylądowałam na podłodze. Spojrzał na mnie i kopnął mnie w brzuch. Jęknęłam. Słone łzy pociekły po moich policzkach. Wyplułam na ziemię trochę krwi. Błagając go aby przestał podniosłam się z bólem i uciekłam do sypialni. Zakluczyłam się i usiadłam na dywanie skulając się. Położyłam podbródek na kolana i lekko się kołysałam, próbując zapanować nad przerażeniem. Powinnam się do tego już dawno przyzwyczaić. Musiało go coś bardzo zdenerwować w pracy, ponieważ nigdy nie był aż tak brutalny. Usłyszałam delikatne stukanie w drzwi. Podniosłam głowę. Usłyszałam szybki oddech Josh'a i jego szept.
- Viola, przepraszam nie chciałem. Wpuść mnie
  Nie ruszyłam się. Łzy lały się już strumieniami. Bałam się zrobić cokolwiek. Chciałam zostać sama i wypłakać się. Przez kilka minut nic nie robiłam.
- Proszę, błagam, na prawdę nie chciałem. Poniosło mnie...
Nadal nie ruszyłam się z miejsca. Patrzyłam tępo w drzwi, o które Josh się opierał. Już nie płakałam. Po chwili powoli wstałam i od kluczyłam drzwi. Chłopak gdy tylko mnie zauważył przytulił mnie i jeszcze raz przeprosił. Zobaczyłam na jego twarzy zaschnięte łzy. Musiał na prawdę żałować. 
- Nic się nie stało - uśmiechnęłam się i pocałowałam go delikatnie. 
*Camila Torres, BA, godzina 13.28*
  Razem z Ines siedziałyśmy już na fotelach w salonie fryzjerskim. Ana uśmiechała się do nas z poczekalni. Fryzjer rozczesywał mi mokre włosy. Postanowiłam pofarbować końcówki włosów na kolor granatowy. Natomiast moja siostrzyczka zaszalała i wybrała kolor różowy na całej głowie. Stylista wymieszał farby i zaczął nakładać na moje końcówki. Niespodziewanie podeszła do mnie Martinez. 
- Co jest ? - spytałam patrząc na nią w lustrze. Ta zamiast mi odpowiedzieć uśmiechnęła się. Zapadła cisza, ale nie niezręczna wprost przeciwnie. Przez chwilę obserwowałam mężczyznę, który nakładał farbę na moje długie włosy. - Ana ?
- Hm ? - mruknęła oglądając swoje jaskrawe paznokcie.
- Jak ty właściwie masz na imię ?
- Ana - zaśmiała się.
- Nie o to mi chodzi - uśmiechnęłam się - To skrót od imienia, prawda ? Od zawsze mówię na ciebie Ana, ale to nie jest twoje pełne imię ?
- Nie, na prawdę nazywam się Annabeth - odpowiedziała
*Violetta Castillo, Rzym*
  Josh powiedział mi, że mam się spakować. Zrobiłam wielkie oczy.
- Wyjeżdżamy do Buenos Aires - powiedział krótko i wyszedł z pokoju.
Bardzo się ucieszyłam. W końcu zobaczę moich przyjaciół ! Schyliłam się i wyciągnęłam z pod łóżka wielką walizkę. Stanęłam obok półki z moimi kosmetykami. Nie było ich wiele, dlatego zgarnęłam je ręką do walizy. Potem zaczęłam wkładać ubrania z szafy.
- Pośpiesz się ! - krzyknął i wyrwał mi z rąk bluzkę. Pośpiesznie wrzucał moje ciuchy nie zawracając sobie głowy układaniem ich. Gdy skończył pociągnął mnie za rękę i wybiegliśmy do małego saloniku. Wyjrzał przez okno i głośno odetchnął - Jeszcze ich nie ma - szepnął.
- Kogo nie ma ? - spytałam wpatrując się intensywnie raz w mojego męża, a raz w okno.
- Nie ważne, chodź.
Wyszliśmy z mieszkania nie zamykając go. Usiedliśmy do samochodu. Josh odjechał z piskiem opon.
- Co się stało kochanie ? - pytałam niepewna zachowaniem mężczyzny.
- Ahh szkoda gadać
- Powiedz - poprosiłam. Spojrzał na mnie i powiedział
- Szef zabił jakiegoś gościa i zwalił to na mnie - Przerażona słuchałam co mówił dalej. - I teraz policja mnie ściga.
~*~
Siemanko ! Na samym początku chciałybyśmy was przeprosić. Obiecałyśmy rozdziały we ferie, ale nie pojawiły się. Przyczyną był brak czasu. Tak wiemy to żadne wytłumaczenie. Mam nadzieję, ze rozdział może być. Pisalyśmy na spontana w końcu. Trzeci postaramy się dodać szybciej. 
S.B & T. Lynch